Edward Guziakiewicz
BUNT ANDROIDÓW

1

Powieść «Bunt androidów» jest kontynuacją mikropowieści «Kasandra».

2

Bohaterami są inteligentne androidy, przystosowane do zadań specjalnych w kosmosie.

3

Terminatory działają w systemie, który przypomina grę komputerową.

4

Akcja powieści toczy się na Ziemi i w Galaktyce Andromedy.

💫

JEST TO już piąta powieść fantastyczno-naukowa Edwarda Guziakie­wicza. Powieść «Bunt androidów» jest kontynuacją mikropowieści «Kasandra». Bohaterami są inteligentne androidy, przystosowane do zadań specjalnych w kosmosie i działające w systemie, który przypomina grę kom­puterową. Misje na niższym poziomie są kontrolowane z wyższego poziomu. Akcja powieści toczy się najpierw na Ziemi — na kontynencie europejskim. Po wykonaniu zadania główni bohaterowie trafiają do Galaktyki Andromedy. Splot zdarzeń sprawia, że jako agenci muszą się znowu ze sobą zmierzyć, a miejscem decydują­cego starcia staje się Puszcza Amazońska.

Kolejne partie powieści odsłaniają kulisy skomplikowanych zależności awansowanych na drugi poziom androidów. Akcja przenosi się znowu na Ziemię, najpierw do Acapulco w Meksyku, a następnie do Kairu i Luksoru w Egipcie oraz do Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Czy buntującym się androidom uda się zniszczyć system, w którym tkwią i stworzyć podwaliny nowego ładu?

BIORĄC pod uwagę treści obyczajowe, a zwłaszcza relacje męsko-damskie, powieść odsłania — z jednej strony patrząc — niebezpieczeństwa za daleko posuniętej emancypacji, a z drugiej — cienie tradycyjnej kultury patriarchalnej. W pierwszej kolejności jednak dostarcza wrażeń miłośnikom fantastyki i powieści przygodowej, szukającym rozrywki i ceniącym sobie żywą, wciągającą akcję. Powieść tę autor ukończył jesienią 2013 r.

BYŁEM terminatorem, dzieckiem wysoko rozwiniętej protetyki i inżynierii genetycznej, cyborgiem do zadań specjalnych, wielofunkcyjną samoistną świadomością, zdolną do licznych wcieleń i otrzymującą przed każdą misją genetycznie nowe ciało, ale nie wiedziałem, komu zawdzięczam istnienie. Nie znałem mocodawców, mimo że wiązały mnie z nimi śluby bezwzględnego posłuszeństwa. Budzono mnie co pewien czas, pozostawiając mi świetlaną pamięć poprzednich udanych akcji na gwieździstych szlakach i wyznaczając nowe zadania. Ta sama masywna kulista baza, z zewnątrz niewidoczna, ten sam generator, lecz za każdym razem dojmująco inna rasa w kosmosie...